Uenifeu: zwierzę wirtualne. Należy do rodziny przeżuwaczy. Łagodny i przyjazny, przymuszony durnotą: warczy. Żywi się tym co centrolewe i ciekawe. Pisze gdy jest najedzony i syty informacji. Motto: Zwalczam memy. Przekaż dalej!
Blog > Komentarze do wpisu
Wielka Cisza

"Kiedy ty mówisz do Boga to jest to modlitwa. Kiedy On do Ciebie, to jest to już choroba psychiczna." / Anonim

Deprywacja sensoryczna polega na zamierzonej redukcji lub usunięciu bodźca działającego na jeden lub kilka zmysłów. W skrócie chodzi o to, że delikwent odcięty od jakichkolwiek bodźców na początku się relaksuje, a w przypadku przedłużonej samotności popada w halucynacje, chorobę psychiczną lub zwykły zgon. Celowo nawiązuję do osamotnienia, bo jest to też forma deprywacji, a człowiek w swojej konstrukcji generalnie jest stowrzeniem stadnym i oddzielenie od stata nie robi mu dobrze na dłuższą metę. Brak bodźców jest jest więc okej.

Tyle wstępu, ale do rzeczy. Pytanie o istnienie lub nieistnienie Boga jest bardzo bliskie temu tematowi. Świadomość, że tak naprawdę jesteśmy SAMI, nie jest czymś prostym do zaakceptowania. Nie umiera się od niej, niemniej jest tym trudniejsza do poruszenia im dłużej żyjemy w złudzeniu Boga, który chroni nas przed dojrzałą konfrontacją z tym, że tu i teraz to jest to co tak naprawdę się liczy, i o co trzeba dbać bez odkładania nagród i kar na wieczność. 

Wiara w bardzo dobrego Boga, który nadaje sens różnym rzeczom których nie rozumiemy jest na krótką metę kojąca. Na dłuższą metę, człowiek jest jednak w takiej samej kondycji co i bez Boga, cóż to bowiem za Przyjaciel i Ojciec z którym nie ma żadnego kontaktu? Owszem , niektórzy mają ten przywilej przeżywania halucynacji, czują Obecność, przeżywają bardzo bogate emocje związane z Nim. Ale dla większości tego typu fajerwerki są niedostępne, a problem braku realnego kontaktu z bóstwem jaknajbardziej doskwiera nadal. 

Różne systemy religijne różnie radzą sobie z tym problemem. Zawsze fascynowało mnie bogactwo formy kościoła katolickiego od którego to bogactwa protestanci tak drastycznie się odcięli. Msza, dla przeciętnego kosmity, jest zapewne przeżyciem dość niesamowitym. Rytuały odziaływują na wszystkie zmysły równocześnie: zapachy kadzideł, cudowne rzeźby i boska (nie wszędzie) muzyka chóralna, pocałunki pokoju (gdzieniegdzie uskuteczniane dosłownie), komunia etc., ta cała gama fajerwerków musi mieć przecież jakiś cel. Ludzie rzadko kiedy robią rzeczy totalnie bezsensowne, z których niczego nie czerpią. Jeśli coś trwa tyle setek lat, przenosi się z pokolenia na pokolenie, to widać musi mieć jakiś sens. Nie widzę tutaj żadnej osobowej sprawczości: systemu religijne podlegają tak samo "ślepym" prawom ewolucji jak wszystko inne.

Jaki sens? Myślę, że te wszystkie cuda formy są "po to" by ztłumić, zadeptać dyskomfort, dysonans wynikający z braku jakiegokolwiek odzewu Z Drugiej Strony. Przeżywając taką bogatą "uroczystość" dostajemy miliony okazji do własnych racjonalizacji, możemy na setki sposobów wykreować sobie podświadomie jakieś przeżycie duchowe, możemy "zobaczyć" Boga w "czymś", możemy wzbudzić emocje potrzebne do podjęcia decyzji, wykonania kolejnego kroku na przód na obranej przez siebie drodze.

To wszystko jednak jest jedną wielką protezą niemożliwej  relacji z Bogiem.  Protezą prawdziwej, głebokiej, zapładniającej relacji, obfitującej w dotyk, zapach, smak i dźwięk kochanej osoby. Protezą tego co tak naprawdę przynosi nam szczęście: możliwość bycia sobą w bliskości z drugą istotą.

Z jakichś przyczyn ludzie szukają czasem takiej relacji nie z prawdziwym człowiekiem, ale z wymyślona, idealną istotą duchowa. 

Bogactwo form religijnych jest czasem protezą i kakofonią, która ma na celu zagłuszenie wielkiej, zimnej, ziejącej Ciszy z Drugiej Strony. Ciszy, która przypomina o sobie w każdej chwili gdy na dzwięk słowa "Amen" zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę rozmawiamy cały czas sami ze sobą.

środa, 21 października 2009, uenifeu

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
inz.mruwnica
2009/10/22 14:01:49
@: Z jakichś przyczyn ludzie szukają czasem takiej relacji nie z prawdziwym człowiekiem, ale z wymyślona, idealną istotą duchowa.

Szukają jej nie tyle z istotą, co z "rzeczywistością samą". Fizyka i eksperyment pełnią tę sama funkcję co religia i msza, tylko w przeciwieństwie do tych drugich zakładają pełną przedmiotowość rzeczywistości. Bóg, w sensie metafizycznym, jest podmiotowym składnikiem rzeczywistości (a więc tego co pozaludzkie mentalnie); a w sensie etycznym jest "najlepszym z ludzi" (a więc jest pozaludzki moralnie).

Msza jest symulakrum, które skrywa nieistnienie Boga. Eksperyment jest symulakrum, które skrywa nieistnienie przyrody.