|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Klasyka gatunku:
Kosmici:
Paśnik dla uenifeów:
Weltschmerzdrogen
|
sobota, 02 stycznia 2010
Muza na nowy rok, Morgan Page
Morgan Page, ale trochę podrasowana. Morgan Page feat Lissie - Longest road lyrics Giddy up and gold mine
środa, 16 grudnia 2009
Urojenia Jaworowskiego, czyli deniallizm klimatyczny
Uenifeu budzi się ze snu. Chciałbym powiedzieć że jak mityczny rycerz pod Giewontem, ale byłaby to megalomannia. Powiedzmy, że zwykły starszy szeregowy w służbie Armii Rozumu. Wraz Kopenhagą, pojawiać zaczęły się tematy klimatyczne. Będąc niezorientowanym, nie wnikałem w szczegóły, ale moja uwagę przykuł komentarz Gordona Browna: Gordon Brown tonight led a chorus of condemnation against "flat-earth" climate change sceptics who have tried to derail the Copenhagen summit by casting doubt on the evidence for global warming. Rzadko się zdarza aby polityk wzbudził we mnie takie zainteresowanie nowym tematem. Nie muszę ukrywać że na hasło "flat-earth" postawiłem uszy w słupek. Czy możliwe że kwestia klimatyczna jest już wyjaśniona, a jej przeciwnicy to banda oszołomów porównywalna z tymi którzy wierzą w to że Ziemia jest płaska? To zbyt piękne i straszne, aby było prawdziwe. Wstępna analiza tematu wykazała wysokie stężenie oszołomstwa i nadzwyczajną spójność wizji świata naukowego. Niczym geolog który odkrywa złoże śmierdzacej ropy naftowej, natrafiłem na całe pokłady, nie ... całe oceany głupoty, ignorancji i czystej, niezabełtanej paranoi zamaskowanej na powierzchni tytułami naukowymi i dorobkiem. Bardzo szybko okazało się że po nitce do kłębka, wszystkie sznurki prowadzą do ultraprawicowych organizacji prorynkowych w USA, ale o tym innym razem. Ku mojemu własnemu przerażeniu Polska okazała się zagłębiem, nie ... całym Górnym Śląskiem wraz z Sudetten Land czystej wody oszołomstwa i ciemnogrodu z tytułami naukowymi. Zapomnijcie o Ceyrowskim, zapomnijcie o leczeniu gejów, zapomnijcie o kreacjioźmie kaczorów ... nadchodzi era denializmu klimatycznego. Na czele z lekarzem (bo przecież nie klimatologiem) prof. Jaworowskim. Think of him as: "Jaworowski, the new Giertych Senior". Dwa dni temu na stronie TVN pojawił się Esej-Pigułka w której profesor wyjawił Tajny Plan Nauki Polskiej W Celu Aby Obalić Spisek Klimatyczny pod skromnym tytułem "Celem jest zdobycie władzy a nie troska o klimat".
Nie będę zanurzał się w tę otchłań dzisiaj, zdolniejsi i bardziej skrupulatni niż ja czynią to już od kilku miesięcy. Polecam gorąco najlepsze źródło tępiące ciemnogród i mesjanizm nauki polskiej: Doskonałe Szare. Znajdziecie tam wszystko co potrzebne do pierwszej obrony podczas ataku głupoty i ignoracji. W najbliższym czasie będę chciał opisać główne postanie denializmu, bo mam wrażenie że będziemy je niestety wkrótce zapraszać do Polski. Podsumowując w ramach update'u Uenifeuowego, w ciągu dwóch tygodni i po wielu godzinach spędzonych z podręcznikami klimatologii, nie mam najmniejszej wątpliwości, tak samo jak przytłaczająca większość naukowców mniej więcej od 2004 roku, że globalne ocieplenie jest realne, że jest to wynik naszych działań, i że redukcja naszych emsji jest konieczna. Nie sądzę by groził nam jakiś kataklizm bezpośrednio jeśli tego nie zrobimy, ale w imię Rozsądku i wszystkich ubogich tego świata, którzy przy ociepleniu dostaną nabardziej w tylną część ciała: tu nie ma co żartować, this is Sparta! Ps. W notce o profesorze Jaworowskim czytam: W 1986 r. został członkiem Polskiej Komisji Rządowej ds. Skutków Katastrofy Czernobylskiej. Zalecił podawanie dzieciom płynu Lugola. Ok, teraz to naprawdę się przestraszyłem. Ja pamiętam tę
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Bombardowanie memetyczne - meme bombing
Ostatnio zdałem sobie sprawę, że czasami jestem świadkiem pewny zdarzeń, które są dość częste a mimo to nie tak prosto jest zdefiniować czy też nazwać. Mowa tu o bombardowaniu memetycznym. Bombardowanie memetyczne (meme bombing) - to skuteczne nadanie nowego znaczenia pierwotnemu obiektowi (mem pierwotny) którym może być logotyp, tytuł, powiedzenie, nazwa miejscowości lub dowolny inny mem. Skuteczne bombardowanie owocuje tym, że nowe znaczenie (mem wtórny) wypiera ze świadomości "zarażonych" stare znaczenie, zaczyna żyć własnym życiem i powiela się wbrew intencji autora pierwotnego memu. Zwykłe bombardowania są tym skuteczniejsze im bardziej drastycznie różne są oba skojarzenia np. podteksty o podłożu seksualnym czy fekalnym. Bardzo ciekawym przykładem bombardowania jest historia logotypu Olimpiady w Londynie w 2012 roku. Kiedy tylko nowy logotyp został pokazany przez BBC, jego odbiór był nie tylko mało entuzjastyczny, ale niekiedy wręcz negatywny albo drastycznie odbiegający od ideii twórców.
Ktoś bardzo szybko skojarzył bezładne kształty z bohaterką jednej z kreskówek w wysoce niedwuznacznej sytuacji. Nowy mem był na tyle silny, że bardzo szybko rozprzestrzenił się w internecie, a "zarażając" tysiące osób (zapewne ku rozpaczy twórców logotypu), zaczął żyć własnym życiem. Istnieje wiele przykładów skutecznych bombardowań memetycznych nie tylko wizualnych, ale też słownych np. piosenka Wilków "Son of the blue sky" uparcie tłumaczona jako "Synu! Nie bluzgaj!" :) Inne rodzaje też zapewne istnieją, będę starał się dorzucać w miarę ich lokalizacji. Ps. Do skutecznego bombardowania zapewne przydaje się zdolność zwana pareidolią - umiejętność dostrzegania nowych znaczeń w nic nie znaczących sytuacjach.
środa, 21 października 2009
Wielka Cisza
"Kiedy ty mówisz do Boga to jest to modlitwa. Kiedy On do Ciebie, to jest to już choroba psychiczna." / Anonim Deprywacja sensoryczna polega na zamierzonej redukcji lub usunięciu bodźca działającego na jeden lub kilka zmysłów. W skrócie chodzi o to, że delikwent odcięty od jakichkolwiek bodźców na początku się relaksuje, a w przypadku przedłużonej samotności popada w halucynacje, chorobę psychiczną lub zwykły zgon. Celowo nawiązuję do osamotnienia, bo jest to też forma deprywacji, a człowiek w swojej konstrukcji generalnie jest stowrzeniem stadnym i oddzielenie od stata nie robi mu dobrze na dłuższą metę. Brak bodźców jest jest więc okej. Tyle wstępu, ale do rzeczy. Pytanie o istnienie lub nieistnienie Boga jest bardzo bliskie temu tematowi. Świadomość, że tak naprawdę jesteśmy SAMI, nie jest czymś prostym do zaakceptowania. Nie umiera się od niej, niemniej jest tym trudniejsza do poruszenia im dłużej żyjemy w złudzeniu Boga, który chroni nas przed dojrzałą konfrontacją z tym, że tu i teraz to jest to co tak naprawdę się liczy, i o co trzeba dbać bez odkładania nagród i kar na wieczność. Wiara w bardzo dobrego Boga, który nadaje sens różnym rzeczom których nie rozumiemy jest na krótką metę kojąca. Na dłuższą metę, człowiek jest jednak w takiej samej kondycji co i bez Boga, cóż to bowiem za Przyjaciel i Ojciec z którym nie ma żadnego kontaktu? Owszem , niektórzy mają ten przywilej przeżywania halucynacji, czują Obecność, przeżywają bardzo bogate emocje związane z Nim. Ale dla większości tego typu fajerwerki są niedostępne, a problem braku realnego kontaktu z bóstwem jaknajbardziej doskwiera nadal. Różne systemy religijne różnie radzą sobie z tym problemem. Zawsze fascynowało mnie bogactwo formy kościoła katolickiego od którego to bogactwa protestanci tak drastycznie się odcięli. Msza, dla przeciętnego kosmity, jest zapewne przeżyciem dość niesamowitym. Rytuały odziaływują na wszystkie zmysły równocześnie: zapachy kadzideł, cudowne rzeźby i boska (nie wszędzie) muzyka chóralna, pocałunki pokoju (gdzieniegdzie uskuteczniane dosłownie), komunia etc., ta cała gama fajerwerków musi mieć przecież jakiś cel. Ludzie rzadko kiedy robią rzeczy totalnie bezsensowne, z których niczego nie czerpią. Jeśli coś trwa tyle setek lat, przenosi się z pokolenia na pokolenie, to widać musi mieć jakiś sens. Nie widzę tutaj żadnej osobowej sprawczości: systemu religijne podlegają tak samo "ślepym" prawom ewolucji jak wszystko inne. Jaki sens? Myślę, że te wszystkie cuda formy są "po to" by ztłumić, zadeptać dyskomfort, dysonans wynikający z braku jakiegokolwiek odzewu Z Drugiej Strony. Przeżywając taką bogatą "uroczystość" dostajemy miliony okazji do własnych racjonalizacji, możemy na setki sposobów wykreować sobie podświadomie jakieś przeżycie duchowe, możemy "zobaczyć" Boga w "czymś", możemy wzbudzić emocje potrzebne do podjęcia decyzji, wykonania kolejnego kroku na przód na obranej przez siebie drodze. To wszystko jednak jest jedną wielką protezą niemożliwej relacji z Bogiem. Protezą prawdziwej, głebokiej, zapładniającej relacji, obfitującej w dotyk, zapach, smak i dźwięk kochanej osoby. Protezą tego co tak naprawdę przynosi nam szczęście: możliwość bycia sobą w bliskości z drugą istotą. Z jakichś przyczyn ludzie szukają czasem takiej relacji nie z prawdziwym człowiekiem, ale z wymyślona, idealną istotą duchowa. Bogactwo form religijnych jest czasem protezą i kakofonią, która ma na celu zagłuszenie wielkiej, zimnej, ziejącej Ciszy z Drugiej Strony. Ciszy, która przypomina o sobie w każdej chwili gdy na dzwięk słowa "Amen" zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę rozmawiamy cały czas sami ze sobą. |