Uenifeu: zwierzę wirtualne. Należy do rodziny przeżuwaczy. Łagodny i przyjazny, przymuszony durnotą: warczy. Żywi się tym co centrolewe i ciekawe. Pisze gdy jest najedzony i syty informacji. Motto: Zwalczam memy. Przekaż dalej!
O autorze
sobota, 29 września 2007
Polityka a przebłyski człowieczeństwa

W ostatniej notce było o politykach dysfunkcyjnych, tj. o swego rodzaju kukiełkach odgrywających narzucone im role, w oderwaniu od siebie i własnych prywatnych wartości. (Wyjątkiem może być chyba tylko sam Jarek, który nie gra żadnej roli, a jedynie na 150% realizuje publicznie swoją dysfunkcyjną i niedojrzałą osobowość. Ponieważ tylko on jeden żyje w zgodzie ze sobą, to właśnie on wygra wybory). To, że u nas tak to wygląda, nie oznacza jednak tego że musi tak być zawsze, albo że gdzie indziej nie jest inaczej.

Dał temu dowód niedawno burmistrz San Diego, Jerry Sanders. W trakcie pełnej emocji i wzruszeń konferencji prasowej, na której zjawił się ze swoją żoną, przyznał się do tego, że nie może już dotrzymać swoich obietnic wyborczych.

Poszło o sprawę homoseksualnych małżeństw. Dwa lata wcześniej Sanders obiecywał, że zawetuje każdą próbę legalizacji homozwiązków, jednak kiedy przyszło co do czego, i kiedy okazało się że nie tylko wiele osób z jego sztabu, ale także jego własna córka, należą do dyskryminowanej mniejszości seksualnej, burmistrz postanowił postąpić w zgodzie z własnym sumieniem.

Dla niedosłyszących w obcym języku, tu jest transkrypt:

Po to by być w zgodzie z pozycją jaką przyjąłem podczas wyborów, moim zamiarem było zawetowanie ustawy [sankcjonującej małżeństwa homoseksualne]. Do wczoraj wieczorem, właśnie takie było moje stanowisko. Jednak w chwili gdy dokumenty znalazły się na moim biurku, zostałem zmuszony do głębszej refleksji nad tym co sam uważam za słuszne i właściwe w tej kwestii. Postanowiłem podążyć za głosem serca, i co chyba teraz jest już oczywiste, zrobić to co uważam za słuszne, tj. opowiedzieć się po stronie równości i społecznej sprawiedliwości. Właściwą decyzją dla mnie jest podpisanie tej ustawy. [...]
Kiedy myślałem na wyborem jakiego miałem dokonać, doszedłem do wniosku, że nie potrafię zmusić siebie do tego by powiedzieć całej grupie ludzi w naszym społeczeństwie, że są mniej ważni, mniej wartościowi i że mniej zasługują na prawa i obowiązki związane z małżeństwem - mniej niż ktokolwiek inny - po prostu dlatego że mają inna orientację seksualną. Decyzja by zawetować tę ustawę była by sprzeczna ze wszystkimi moimi wartościami wg. których żyłem i pracowałem przez ostatnie 30 lat. [...]
Mam wieli bardzo bliskich współpracowników i przyjaciół, którzy są członkami mniejszości seksualnych. Zalicza się do nich również moja córka Lisa [...].
Chcę dla nich tego wszystkiego czego chcemy wszyscy dla tych których kochamy - tj. tego aby każdy z nich mógł znaleźć w swoim życiu osobę, którą pokocha głęboko i która tak samo pokocha ich; kogoś z kim będą mogli się razem zestarzeć i dzielić życiowe doświadczenia. I pragnę by ich związek był równie chroniony przez prawo, tak jak każdy inny. W najprostszych słowach, chciałbym powiedzieć że nie mógłbym popatrzeć w oczy moim przyjaciołom, i powiedzieć im że ich związki (i ich życia), są mniej wartościowe niż moje małżeństwo z moją żoną Raną. Dziękuję. [...]

Oczywiście można wieszać psy na Sandersie, o to że podejmuje decyzje w oparciu o partykularny interes, albo że nie potrafi dotrzymać swoich obietnic wyborczych i jest przez to złym (?) politykiem. Ja sam jestem daleki od idealizowania go w tej sytuacji, ale przyznajcie sami czy nie ma w tej konferencji czegoś ożywczego, prawdziwego? Czegoś czego nigdy tak uparcie nie widać w naszym telewizorze kiedy gadają w nim kolejne kukiełki?

PS. Bardzo proszę mi to nawet nie wyjeżdżać z przykładem Rokity, którego własna żona zostawiła na lodzie, m.in. po to by publicznie ukarać go (żałość...) za to, że ją prywatnie lekceważył. To, że ubrał tę sprawę w szatki miłości i oddania, jest jedynie dowodem na jego inteligencję i zdolność do spadania na 4 lub więcej łap.

wtorek, 25 września 2007
The Dysfunkcyjni: Wybory

Rozszalała się przedwyborczo nasza polska ekipa polityczna, oj rozszalała się. Transfery, spoty, bluzgi, brednie ... wszystko do wyboru do koloru. Orgia smaków i zapachów, aż człowiek nie wie za co się tutaj zabrać w pierwszej kolejności i z czym sobie skojarzyć kolejne emanacje głupoty ...

Osobiście nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nasi czołowi politycy wszyscy jak jeden mąż przyjmują kolejno pewne sztywne role, podobne do ról jakie przyjmują dzieci w dysfunkcyjnej lub alkoholowej rodzinie. Coś w tym pewnie musi być, są oni bowiem w większości wybierani przez właśnie takie dzieci w liczbie 36 milionów (odjąć te bez prawa głosu oraz te nieliczne, które swoim rodzicom już wszystkie błędy wybaczyły i mają jeszcze wciąż odwagę się rozmnażać), są więc ucieleśnieniem wszystkich naszych kolektywnych traum i pogięć jakie zawdzięczamy procesowi wychowawczemu. Tytułem wyjaśnienia dodam tylko, że sama dysfunkcja nie polega tutaj na tym, że dzieci/politycy przyjmują poszczególne role w życiu, ale że są to role SZTYWNE jak pal Azji Tuchajbeja, i że żaden z nich nie jest w stanie się z nich uwolnić (choćby po to tylko by załapać choć odrobinę kontaktu z rzeczywistością).

Analizując więc dalej naszych reprezentantów, można pokusić się o przypisanie im poszczególnych kwestii, które bardziej są emanacją ról jakie w życiu przyjmują wybierający ich ludzie, niż odzwierciedleniem osobowości samych polityków.I tak jak w systemie rodzinny dzieci starają się łączyć rodziców, tak samo w polityce każda kukiełka chce za pomocą swoich zabiegów połączyć wyborców po to by zdobyć ich miłość.

Pierwsze dziecko: Jarosław - Bohater

Wydaje mu się że jest spełnieniem oczekiwań Narodu (rodziców), i przez całe życie zwalcza smoki, nawet jeśli te aktualnie już dawno wyginęły. W przypadku gdy uda mu się zauważyć ich dotkliwy brak, zmierza na pobliski cmentarz, wykopuje starego smoka, i rozlicza się z nim ponownie i bez zabezpieczeń. Cały sens jego istnienia skupia się na podbijaniu świata, nigdy nie zadał sobie jednak pytania czy jest to coś co sprawia mu przyjemność i czy dlatego właśnie nigdy nie miał czasu aby związać się z kobietą. Jego bezsensowna walka ma za zadanie złączyć rodziców=naród we wspólnym poczuciu siły, potęgi i zwycięstwa.

Drugie dziecko: Aleksander - Kozioł Ofiarny

Aleksander występuje ostatnio w roli kozła ofiarnego. Jego kolejne wpadki wydają się łączyć szeregi wyborców we wspólnym poczuciu wstydu i troski nad jego kolejnymi wyskokami alkoholowymi. Wszyscy o nim wiedzą, wszyscy mu to wybaczają i wszyscy martwią się co zrobić żeby go z tego wyciągnąć, "bo on przecież ma potencjał". Wszyscy wiedzą też że ozdrowienie nigdy nie nastąpi, Aleksander bez Problemu byłby bowiem nikomu do niczego niepotrzebny bo nie wzbudzałby już żadnych emocji.

Trzecie dziecko: Donald - Zagubione Dziecko

Pełno go a jakoby nikogo nie było. Żałośnie pominięty w debacie Aleksander - Jarosław, niczym bohater Niemego Krzyku, woła na pustyni: że jest, że on istnieje, że to nieprawda, że nikt się z nim nie liczy,i że "halo czy ktoś mnie słyszy". Jego totalną inercję tłumaczyć można tylko faktem, że 95% jego procesów myślowych i ruchów politycznych nakierowanych jest na odczarowanie Przekleństwa Bulteriera: Tusk istnieje po to by udowodnić wszystkim wszem i wobec, że jego drugi dziadek naprawdę walczył pod Monte Casino, i że bynajmniej nie był tam obrońcą fortyfikacji. Jego nieobecność łączy naród w przekonaniu, że zawsze jest ktoś kogo nie ma, ale na czarną godzinę będzie za to jak znalazł.

Czwarte dziecko: Roman i Andrzej - Maskotki

Nie mają nic do gadania, ale łączą wszystkich polaków swoimi wesołymi podrygami i teatrzykami. Ich rola ogranicza się do dostarczania rozrywek i uśmiechów, dzięki czemu każdy z nas w tej ponurej IV RP może mieć choć odrobinkę radości i wzruszenia. Andrzej rozczula głównie swoimi wesołymi historiami sercowymi, a Roman niczym dziecko z białaczką, wzrusza kontrastem pomiędzy swoją wolą politycznego istnienia a zbliżającym się nieuchronnie zgonem.

Tak mniej więcej kształtowałaby się nasza polska scena polityczna, ujęta z perspektywy dysfunkcyjnego systemu rodzinnego, będącego udziałem wielu polskich wyborców. Nawet jeśli jest to dość naciągana analiza, istotny jest fakt że nikt z wymienionych tutaj osób nie jest "sobą" w tym co robi przed telewizorem, i że jego gra jest czytelna czasem aż do znudzenia.

Ps. Może jedyna ludzka reakcja jaką widziałem ostatnio, to uśmiech Borowskiego kiedy mówił o Olku "Mordo ty nasza". Mogę się mylić, ale miałem wrażenie że faktycznie śmieszyło go to co sam powiedział :)

piątek, 21 września 2007
Twój Pierwszy Raz

Your First Crush? :)

Orgazm gwarantowany :)

Banksy again... :|

Nie kupuj! Wynajmuj! :|

Bajki traumatyzujące potomstwo :)

---------------------------------------------------

Legenda:

:| - na serio

8| - uau

8o - mocne

:P - czytać ze zrozumieniem

:) - uwaga, brecht

:)) - uwaga, klasyka!

poniedziałek, 10 września 2007
Flamandzki policjant: Obstrukcja insługi

Nie od dziś wiadomo, że życie pełnym pułapek jest. Dlatego też warto chyba zapoznawać się z przypadkami osób postronnych, co by człowiek niepotrzebnie nie wpadał w ten sam wykopany pod sobą dołek.

Dzisiaj będzie o kontakcie z drogówką flamandzką, który to kontakt grozi niechybnie każdemu zmotoryzowanemu poruszającemu się po Antwerpii lub okolicach.

Antwerpia sama w sobie jest bardzo pięknym miastem i warto się po niej poruszać. Cechą charakterystyczną Antwerpii jest to, że w księgarni obok książek i płyt CD każdy może również nabyć sobie tutaj wibrator *, a także to, że samochody jeżdżą tutaj wolniej, zatrzymują się przed a nie na przechodniach, a jak się człowiek na światłach zagapi to wcale nie od razu trąbią.

Kiedy po dwóch godzinach błądzenia po wąskich uliczkach, uda nam się wreszcie naruszyć własnym samochodem jakiś przepis prawa, istnieje spora szansa że w lusterku zauważymy niebieskie koguty policyjnego wozu.

Bardzo ważna rada: nie panikujemy! Przechodzimy w tryb "twarz blacha" oraz "beznadziejnie zagubiony turysta". Spokojnie zjeżdżamy na bok spuszczamy szybę i witamy uśmiechem podbiegającego smerfa.

Na tym etapie bardzo ważna sprawa to empatia. Pamiętaj, że ten człowiek nie tylko zanosi do pracy swoje wszystkie życiowe troski, ale że jest przerażony ponieważ przed chwilą widział jak ktoś kierujący Twoim samochodem otarł się o śmierć. Nie będziemy mu specjalnie pomagać w tym by doszedł do siebie, niemniej będziemy używać tych emocji dla własnej egoistycznej korzyści.

Po krótkiej wymianie zdań, z niewinnością w głosie przyznajemy się, że jest to służbowy samochód, że nawet nie wiemy gdzie są papiery, i że to nasz pierwszy dzień w Antwerpii. Nie wolno w ogóle dotykać tematu zatrzymania, za wszelką cenę unikamy dyskusji pt.

"PanieWładzoAleŚwiatłoByłoNaprawdęCiemnoCiemnoPomarańczowe, BłagamBłagamNaWszystkieŚwiętościProszęMiNie WlepiaćTegoCholernieDużegoFlamandzkiegoMandatu, NieNieTylkoNieToBłagamPanaNieChcęOdawaćMojejCórciNa EksperymentyNaukowe,ProszęOtoJejZdjęcie.Hlip"

Takie teksty tylko pogroszą Twoją sytuację. Ten człowiek trzyma Cię w tej chwili za wirtualne jajka, jest zmęczony, zestresowany i przerażony i nie chcemy by dostał jakichś niekontrolowanych skurczów mięśni tylko dlatego, że po raz 2432 ktoś żebrze dziś u niego o litość.

Na tym etapie, powinieneś już Drogi Czytelniku zauważyć, że interlokutor jest już nie tylko zmęczony i przerażony, ale także trochę mu niewygodnie, że musi rozmawiać w obcym języku o przykrych sprawach z takim miły obcokrajowcem, który dodatkowo nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.

Dopiero teraz, w tym momencie, wyciągamy do Pana Władzy pomocną dłoń. Kiedy już wszystkie papiery są sprawdzone, i kiedy wszyscy już wiedzą, że nikt nie jest tu pijany, pytamy patrząc prosto w oczy: "A czy może mi Pan wyjaśnić jak dojechać do Berchem?"

W tej chwili na twarzy policjanta powinna odmalować się ulga, właśnie uwolniłeś go z tak wielu nieprzyjemnych rzeczy w jego pracy, a możliwość udzielenia prawdziwej pomocy obcemu człowiekowi napełnia jego serce radością i szczęściem. Przyjmij instrukcje i ostrzeżenia na drogę, a potem ruszaj z kopyta, chyba że chcesz abyście zostali przyjaciółmi na resztę życia.

Gratulacje! Właśnie uniknąłeś/uniknęłaś tłustego mandatu! Obetrzyj pot z czoła, uspokój pikawę, zaparkuj gdzieś i zanim ruszysz 5 raz sprawdź czy spuściłeś/spuściłaś ręczny.

Ps. Podobna strategia obronna działa także w przypadku gdy nowym wozem jedziemy przez przypadek 10 km na długich światłach. Gdy wóz przed nami nagle zatrzymuje się, i wysiada z niego wściekły Flamand i z zaciśniętymi pięściami zmierza w naszym kierunku, spokojnie opuszczamy szybę, i po pierwszym wybuchu wściekłości z uśmiechem mówimy: "Oh faktycznie, przepraszam. Czy wie Pan może gdzie to wyłączyć?".

Nie zdradzę dalszego ciągu wydarzeń, ale powiem tylko że hilarity ensues. :)

*- ktoś bardzo sprytny zauważył, że podobnie można także opisać Polskę, z tą jednak różnicą, że u nas w seks szopach można czasem nabyć jubileuszową edycję "Pamięci i Tożsamości", względnie podręcznik naturalnych metod planowania rodziny

 
1 , 2