Uenifeu: zwierzę wirtualne. Należy do rodziny przeżuwaczy. Łagodny i przyjazny, przymuszony durnotą: warczy. Żywi się tym co centrolewe i ciekawe. Pisze gdy jest najedzony i syty informacji. Motto: Zwalczam memy. Przekaż dalej!
O autorze
poniedziałek, 29 października 2007
B16 i farmakologia, czyli rant wieczorny

No otwieram sobie dzisiaj gazetę, rzucam okiem na artykuł z papieżem B16,i co mnie w oko kole?

"Benedykt XVI powiedział w poniedziałek, że katoliccy farmaceuci powinni korzystać z prawa do sprzeciwu sumienia przy sprzedaży lekarstw, które - jak podkreślił - "mają cele wyraźnie niemoralne, takie jak na przykład aborcja i eutanazja"."[...]
"Farmaceuta powinien zachęcać do porywu człowieczeństwa"

Że co? Niby jak ktoś ma prywatną aptekę, to może sobie tam nie sprzedawać czego tylko nie chce ... nawet wcale nie musi nikogo wpuszczać ... ale ... moment ... co? Jeszcze raz??

Brzmi niewinnie, ale co to tak naprawdę znaczy? Biedni farmaceuci, są gwałceni przez kulturę śmierci? Dzień i noc drżą ze strachu przed przyłożeniem ręki do morderstwa, jedyne czego pragną to tylko móc odmówić bliźniemu tego czego on potrzebuje, w imię swoich własnych duchowych urojeń? Noż kurna!

Św. Marek i lew.

Na ilustracji widzimy Św. Marka. W tle zasępiony lew, korzystając z prawa do sprzeciwu sumienia, w widoczny sposób "niezeżera" apostoła.(fotka)

W skrócie chodzi tu o to, że jeśli ktoś potrzebuje nabyć środek wczesnoporonny, mieszka w małej miejscowości i nie ma samochodu, to powinien się modlić by jego jedyny farmaceuta nie był katolikiem, w przeciwnym wypadku jego 14 letnia zgwałcona córka zostanie mamusią przed skończeniem podstawówki. Bo najważniejsze jest sumienie, którego nie można kalać! Tak samo jak ważne jest to by w szabat nie czynić żadnych ale to żadnych cudów, a już na pewno aby nikogo nie leczyć ani nie pomagać tak jak ten ktoś tego chce i potrzebuje! To jest najważniejsze! Człowiek, i jego zaplątane bezbożne ścieżki, tu tylko przeszkadzają!

Podobnie w sytuacji gdy młode małżeństwo będzie chciało zdobyć rzetelne informacje na temat planowania rodziny od państwowego ginekologa z NFZ. Obowiązkiem takiego urzędnika będzie "wzbudzanie zrywów człowieczeństwa" i propagowanie "naturalnych metod powiększania rodziny".

Problem z takim myśleniem polega na tym, że chrześcijaństwo nie jest jakimś wyjątkowym systemem wierzeń. Istnieją setki tysięcy innych, które tak czy inaczej ograniczają ludzkie sumienie i też należałoby je szanować, jeśli uznamy argument B16 za słuszny (tu nie ma argumentu w sumie, jest tylko roszczenie). Jeśli pozwolić religii na to by w świeckim państwie panoszyła się gdzie popadnie, wkrótce może okazać się że życie naprawdę jest o wiele bardziej absurdalne niż się to może komuś wydawać.

Co ma robić zawodowy żołnierz kiedy jego świeckie państwo jest zaatakowane a on musi je bronić, jednak wbrew swemu sumieniu? Co ma powiedzieć ojciec umierającego dziecka gdy dyżurujący lekarz, przypadkowo Świadek Jehowy, odmówi wykonania transfuzji, powołując się na swoje zbolałe sumienie? A bardziej prozaicznie: co kiedy nasz znajomy hindus odmówi nam sprzedania wołowiny w mięsnym? Albo kiedy pan elektryk nagle zostanie Żydem, a awaria prądu na osiedlu dopadnie go akurat w szabat?

Jeżeli czyjeś sumienie jest tak delikatne i tak wrażliwe, że pozwala mu jednocześnie na posiadanie głęboko gdzieś bliźniego w potrzebie, nie powinien w ogóle studiować zawodów w których się może okazać, że będzie to od niego wymagane. A przynajmniej powinien unikać sytuacji gdzie byłby do tego zmuszany i niezastąpiony. W przeciwnym wypadku, należałoby wpisywać wyznanie danej osoby do dowodu, i publikować listę czynności w których dana osoba jest upośledzona i nie może się ich podejmować ...

I dopiero by się zaczęła jazda wtedy ...

Litości ... wkurzam się kiedy widzę tak bezgraniczne zadufanie w sobie. Pomijam już wątek z nawoływaniem do zrywów człowieczeństwa. To że KK ma monopol na definiowanie czym jest człowieczeństwo a czym nie jest, to już żałosna norma. Ale nie mogę siedzieć cicho kiedy czytam bzdury i absurdy, które w świeckim państwie nie powinny w ogóle być rozpatrywane.

Bo kto uważa, że urządzenia elektryczne pochodzą od Szatana, nie pracuje w serwisie komputerowym. Proste. A nie oczekuje, że społeczeństwo będzie się roztkliwiać nad jego urojeniami, i będzie mu specjalnie układać tak życie żeby tylko nigdy nie zetknął się z prądem.

Howgh. Koniec rantu.

sobota, 27 października 2007

Kasparow rządzi (vid) :)

Koteczek (vid) :)

Hymn Operatorów Komórkowych (stare ale jare) :)

Efekt Kazimierza (nie mylić z Marcinkiewiczem) (pic) :|

Gali The Aligator... (vid)  :))

---------------------------------------------------

Legenda:

:| - na serio

8| - uau

8o - mocne

:P - czytać ze zrozumieniem

:) - uwaga, brecht

:)) - uwaga, klasyka!

poniedziałek, 22 października 2007
Dziękujemy Ci, Jarosławie!

No i było jak w tej reklamie: ruszyć tyłek i poświęcić czas na głosowanie = 20 minut. Odpalić wizor i zobaczyć twarz odpremierzonego Jarka: bezcenne.

Przyznaję, że burczałem na Tuska bo nie mogłem patrzeć jak Kaczor go ustawia i bije po mordzie, a ten nie umie się odnaleźć i staje tam gdzie mu pozwolą. Ale ostatnie debaty tak odmieniły jego wizerunek, że trzeba mu oddać teraz honory: dał radę, i przeforsował swoją wizję.

Bardzo fajne przemówienie powyborcze, szczególnie z okazji nawiązania do prof. Bartoszewskiego. Już sam zapomniałem jak strasznie męczące są ciągłe urojone schizy kaczystów, jak fajnie jest słuchać gadającą głowę która nie pluje jadem. Teraz trzeba poczekać na ostateczne wyniki, i może będziemy mieli szczęście i oszczędzone nam będą rządy koalicyjne. Pytanie czy Tusk teraz będzie chciał być premierem i zamknie sobie opcję prezydencką? Nie wiadomo.

Tyle o Tuskach.

Kaczyński się zepsuł. Na własne życzenie oddał władzę, liczył na to że to co wygryzł LPR i Samoobronie, teraz da mu pełnię władzy. Ale się przeliczył, bo jednocześnie wielu ludzi przestało głosować na PiS ze wstydu i niesmaku. Ileż można oglądać Fotygę, Ziobrę, i resztę ekipy ... w końcu niektórym się przejadło. Wyszło na to, że mniej więcej tyle samo ludzi zagłosowało na pisiory a platforma wygrała bo lepiej zmotywowała swój elektorat. Również ten któremu się nie chciało ruszać dwa lata temu. Kto wie jak dziś wyglądałaby Polska gdyby frekwencja taka ja dziś była wtedy.

Kwaśniewski pociągnął LiD i teraz może już iść leczyć choroby filipińskie. Dał radę, zrobił to czego od niego oczekiwano. Mogło być lepiej, ale też nie ma katastrofy. Podobnie z PSL, bez zaskoczeń.

A przy najniższych słupkach wyborczych: pełnia szczęścia!

Żegnamy ostatecznie i całkowicie na 4 lata:

Romana "Konnotwarzego" Giertycha - specjalistę od wizażu i parcia na szkło, teraz kredyt na mieszkanie będzie spłacał z pensji z pracy w lokalnej Żabce. Za te wszystkie upokorzenia, durne teksty, żałosne riposty, ohydne plugastwa (na Kuronia np.), za wszystkie paskudztwa: zemsta jest słodka.

Wojtka "SłodkieChłopie1972" Wierzejskiego - żegnamy chlebem i solą w oczy. Idź i nie wracaj, przestań straszyć swoją homofobią i złośliwością.

Andrzeja "Opalonego Buraka" Leppera - walczył dzielnie, trzeba mu to przyznać: jest twardy jak syberyjska zmarzlina. Nie dał mu rady Miller, Belka ani Marcinkiewicz, Jarek zeżarł go na miękko. Nie tylko Lepperowi zagroził więzieniem, ale bardzo wyraźnie zasugerował że Andrzej ma przed kamerami przeprosić żonę za bzykanie na boku. Co takiego groziło mu jeśli tego nie zrobi nie wiadomo, ale Lepper chodził jak w zegarku. Teraz wróci na szosy, oby w charakterze budowniczego autostrady.

Piotra "Wyrocznię" Tymochowicza - warte odnotowania jest tylko to, że kiedy ogłosił że chce Andrzeja ratować, to dziwnym zbiegiem okoliczności zaraz dostał oskarżenie o pedofilię, i zaraz się wycofał. Jakiś taki przypadek dziwny...

I wielu, wielu innych...

Podsumowując: jest gorzej niż będzie. Chyba bardzo wiele osób przestraszyło się tego co się dzieje jak się nie głosuje. Dlatego tak frekwencja. To zasługa Jarka: obudził w ludziach potrzebę aktywności politycznej. Większość tych 15 dodatkowych procent to byli ludzie którzy mieli dość. I okej. Tak długo jak głosują, jest lepiej niż gdyby tego nie robili.

Jarosław Kaczyński odegrał bardzo ważną rolę w historii Polski: zeżarł Giertycha i Leppera, i tak się zatruł tym posiłkiem, że aż sam się zatruł. Dodatkowo przekonał Polaków, że można i trzeba głosować, by potem się nie wstydzić jak to było w zwyczaju w ostatnich latach.

I za to trzeba mu podziękować. A teraz zgiń, przepadnij, kaczko nieczysta ...

poniedziałek, 15 października 2007
Motyw "noszonej baby"

Dzisiejsza notka będzie z kategorii "Odjechane". Nie jestem zapewne jedyną osobą, która ma po dziurki w nosie większość treści płynących z telewizora, niemniej nawet w najgorszym mule można czasem wychwycić perełki i schematy które domagają się głębszej interpretacji.

W ramach rozrywki proponuję dziś zastanowić się nad powtarzającym się w filmach motywem "noszenia baby". Dlaczego motyw ten występuje tak często? Co takiego reżyser próbuje przekazać widzowi poprzez używanie takiej a nie innej cliszy?

Film 1:

Rzut babą z mostu.

Typowa sytuacja, wzorcowy klimat "baba z mostu, komuś lżej". W 4 kadrze obserwujemy pomocnika, który donosi następną babę. Widzimy w tym wyraźny przekaz, mianowicie tzw. "ja liryczne" utworu filmowego odczuwa głęboką przyjemność ze zrzucania bab z mostów (tudzież tam). Czerpie z tego przyjemność i satysfakcję, można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że "ja" liryczne w ten sposób ładuje swoje życiowe baterie, a z każdą zrzuconą babą nabiera większej chęci do życia i motywacji do poszukiwania nowych mostów, z których jeszcze nikt nigdy nie zrzucił żadnej baby. Na twarzy baby widzimy także pełne oddanie i zachwyt, jej nieme usta wydają się szeptać "jeszcze nikt mnie tak nie zrzucił z mostu jak ty" i "rób mi tak".

Film 2:

Baba w zielonym

W drugim filmie obserwujemy tradycyjny rytuał wieńczący udane porozumienie biznesowe pomiędzy czarnym kontrahentem, a orientalnym właścicielem fabryki z małymi orientalnymi pracownikami w środku. Na dowód szczerości zamiarów, orientalny fabrykant przekazuję czarnemu kontrahentowi tzw. "babę w zielonym". Ciekawe jest to że baba jest całkiem nieorientalna, a zielony kolor może kojarzyć się z nadzieją (np. że ta kiedyś się obudzi w czarnych ramionach) albo z dżihadem (np. że kiedyś się obudzi i zacznie zrzędzić, że czarny samochód czarnego jest nieposprzątany). W ostatnim kadrze widzimy także specyficzną pozę orientalnego fabrykanta, widoczne jest jak gdyby wahanie lub niepewność czyżby jego intencje nie były szczere...?"

Film 3:

Baba z fengshui.

Trzeci film, to nasz motyw w tzw. filmie drogi. Ukazuje on mianowicie fizyczną i duchową podróż bohatera, który próbuje ułożyć poprawne feng shui dla swojego zamczyska, manewrując babą to w lewo to w prawo. Jego wędrówka rozpoczyna się w piwnicy, naturalnym babim habitacie, obok klatek z królikami. Na trzecim kadrze widzimy wahanie i niepewność "czy baba da się przyszpilić razem z motylami? jak gruba szpila będzie potrzebna"? Czwarty kadr ukazuje nam bezwolność i uległość baby, która oczekuje, że jej tragarz znajdzie w końcu dla niej miejsce pozbawione strun geopola... Piąty kadr to dylemat "zakopać pod progiem czy nie" , a szósty to nieudana próba ulokowania baby na kozetce z biopolem dwufazowym.

Ten długometrażowy film nie kończy się happy endem, bohater transportuje "babę" z powrotem do jej piwnicy, i poddaje się , zostawiając ją w miejscu w którym walała się wcześniej... Być może jutro spróbuje ponownie, z takim pytaniem widz wychodzi z kina, i jest to alegoria naszych codziennych dylematów. Współodczuwając z bohaterem, sami odkrywamy że każdy z nas, mężczyzna czy kobieta, ma w życiu jakaś "babę", która się gdzieś wala, rozwala nam feng-shui, i wyje ze strychu lub piwnicy, jeśli ją położyć na żyłach wodnych czy z dala od lokalnego czakramu.

Film 4:

Baba na wysokościach.

Film piąty , utrzymany w konwencji typowego francuskiego "filmu rozliczeniowego", porusza zagadnienie stosunku klasy średniej i inteligencji do wydarzeń roku 1968. Bohater intelektualista manewruje babą po pomieszczeniu, z wyraźną intencją przetransportowania jej na dół. Widzimy że akcja dzieje się bowiem na wysokim piętrze. Widzimy też, że bohater chce coś uczynić aby ulżyć babie która, niesiona wiatrem nowych rewolucyjnych ideii, znalazła się z nim tak wysoko i nie umie sama zleźć drogi na dół gdzie jest jej miejsce.

Kluczowy jest kadr trzeci na którym obserwujemy czysto egzystencjalną zadumę bohatera, jego cierpiąca twarz jest jak gdyby ucieleśnieniem dylematu całego pokolenia jakie reprezentuje, pokolenia które do końca swych dni nie wybaczyło sobie tego że nie zajęło wyraźnego stanowiska w sytuacji politycznej Francji 1968 roku. Jego pozornie prosty dylemat "wywalić przez okno, czy może raczej schodami?" jest ucieleśnieniem rozterek tysięcy pisarzy, twórców, artystów i mainstreamowych polityków lewicy , którzy w decydującej chwili odmówili wsparcia zbuntowanym studentom. Film kończy się na swój sposób moralizatorską wstawką: bohater postanawia znieść babę po schodach. Wybiera trudniejszą ścieżkę, chce jednak się upewnić, że baba wróci na intelektualne niziny z których przybyła, i nie zaczepi się po drodze o byle rzygacz czy gzyms konwulsji społecznych jakie przeżywała Francja tamej epoki.

Film 5:

Baba do bagażnika.

Film piąty to typowy motyw "noszonej baby" w polskim filmie gangsterskim końca XX wieku. "Baba" pakowana jest na pakę: to symbol tego, że beneficjenci przemian gospodarczych, uciekają od prozy życia szukając spełnienia w licznych dobrach materialnych, które mają jak gdyby za nich odrobić życiowe zadanie domowe jakim jest doniesienie własnej "baby" do celu o własnych siłach. W pierwszym kadrze widzimy bohatera, który samodzielnie stawia czoło "noszeniu", już za chwilę jednak okazuje się, że próba ta jest dla niego zbyt ciężka, posłuży się maszyną bo osiągnąć sukces szybciej, pewniej, wydajniej.

W procederze towarzyszy mu samotny pomocnik, być może "bezbabi" wspólnik w interesach. Obaj tworzą układ, porozumienie, który pozwala im na pozbywanie się "bab" szybko i bezboleśnie. Na twarzy wspólnika widzimy niepewność, wahanie. To obawa przed rozliczeniem, przed sprawiedliwością która spotyka zawsze wszystkich tych, którzy próbują iść na skróty tam gdzie nie jest to wskazane. Filmowi towarzyszy jasne i wyraźny przekaz, że ważniejsze od doniesienia "baby" na miejsce, ważniejszy jest sam proces noszenia, pokonywania przeszkód i poszukiwania właściwego miejsca w którym "baba" może leżakować i czekać na lepsze czasy.

Notkę dedykuję WO, a czytelników zachęcam do odgadnięcia prawdziwych tytułów filmów i/lub nadsyłanie własnych fotek z absurdalnymi motywami filmowymi. :)

(inspired by mysh)

 
1 , 2