Uenifeu: zwierzę wirtualne. Należy do rodziny przeżuwaczy. Łagodny i przyjazny, przymuszony durnotą: warczy. Żywi się tym co centrolewe i ciekawe. Pisze gdy jest najedzony i syty informacji. Motto: Zwalczam memy. Przekaż dalej!
O autorze
niedziela, 07 września 2008
Co trzeba zrobić by zostać Świętą?

Podczas swobodnych wędrówek po Wrocławiu, natknąłem się ostatnio na ciekawy obrazek z pewną świętą w holu jednego z budynków o przeznaczeniu jaknajbardziej religijnym. Przedstawiał on Św. Joannę Berette Molle, ale poza statusem błogosławionym, trudno było mi skonstatować z jakiej okazji i za co została Świętą. Oraz "Czy słusznie?", zgodne z memem "think for yourself, question authority".

Z byciem świętym już tak jest że zostaje się nimi zwykle post mortem po to żeby promować jakieś konkretne zachowanie. Dzieje się tak po to by możliwie każdy był taki jak trzeba, a nie taki jaki chce być, lub jaki jest. "Cóż takiego może uczynić taka kobieta jak Gianna, że zostaje Świętą?" - pomyślałem sobie.

 Była inżynierem? Zbudowała 40 szpitali? A może całe życie uczyła w jakiejś wiejskiej szkole? A może jako pielęgniarka dbała o chorych i niedomagających? A może była matką dużej i szczęśliwej rodziny, i syta swoich dni umarła otoczona stadem wesołych wnucząt? To by były całkiem fajne wzorce, ale wrodzon zmysł Uenifeu'owy wciąż szeptał mi do ucha nieustępliwie, że napewno nie mogło to być coś tak trywialnego, i że całkiem prawdopodobne, że świętą kobietą zostaje się jednak po zrobieniu czegoś mega głupiego.*

Stłumiwszy podpowiedzi Złego postanowiłem jednak trochę poszukać, i sprawdzić, cóż takiego się wydarzyło. Jakiż brak rozczarowania spotkał mnie w chwili kiedy okazało się, że najlepsza receptą na bycie Świętą jest urodzenie sieroty i pozostawienie na łasce losu 3 małych dzieci wraz ze swoim ukochanym mężem. I to wszystko świadomie i celowo, dla Chwały Pana i propagandy antyaborcyjnej. Oto co najlepszego może zrobić kobieta by być Świętą. Umrzeć.

Gianna, będąc we wczesnej 4 ciąży, z 3 małymi dziecmi na utrzymaniu, dowiedziała się o włókniaku, który powinien był być usunięty w przeciwnym razie gwrantował nieuleczalną chorobę. Zabieg wiązałby się z usunięciem ciąży, Gianna zdecydowała, że lepiej jest umrzeć i osierocić dzieci niż zgrzeszyć aborcją. Oczywiście koncepcja tego "grzechu" nie urodziła się w jej głowie sama, ktoś jej tego "nauczył".

Powstrzymuję się od jednostkowej oceny moralnej takiego czynu, bo myślę że każdy w takiej sytuacji sam powiniem podjąć decyzję co do tego jak postąpić. Niemniej lekkim wstrętem napawa mnie fakt, że taka decyzja jest promowana jako właściwa i słuszna oraz godna naśladownictwa. Skazując na śmierć takich ludzi jak Gianna, Kościół bierze na siebie moralna odpowidzialność nie tylko za wspieranie takich decyzji, jak i za to, że dzieci które zostają pół sierotami zostają postawione przed faktem dokonanym. I nikt ich nie pyta czy chciłyby mieć mamusię grzesznicę, czy wolałyby żeby odeszła i była Świętą. Znając życie większość 4 latków miałaby tutaj jasną odpowiedź na to jakże dramatyczne pytanie, ale tak to już bywa że im człowiek starszy, tym rzeczy proste i jasne stają się dla niego bardziej skomplikowane.

Gianna zasłunęła ze słów wypowiedzianych do lekarza: "Jeśli mam wybrać między mną a dzieckiem, bez wahania wybieram, i domagam się tego , dziecko." Wolę nie myśleć jak z takimi słowami czuła się reszta latorośli, które kolektywnie we trójkę były nagle mniej ważne, cenne i wyjątkowe niż zarodek wielkości śliwki. 

Warto dodać, że problem ten o wiele prościej i sensowniej, choć może niezgodnie z kościelnymi wytycznymi, rozwiązuje Stary Testament.

* Faceci w kwestii bycia świętymi mają w tej kwestii chyba lepiej, mogą walić pałą smoki jak Św. Jerzy patron milicjantów, albo czytać książki jak Św. Izydor, uprawiać bilokację jak Św. Drogo albo handlować narkotywaki jak Św. Jesus Malverde (jeszcze nie uznany oficjalnie, ale lokalnie jaknajbardziej).

wtorek, 24 kwietnia 2007
BasiaSzkiełkuje

W jednym z ostatnich tekstów Wpiszowych pojawił się pewien ciekawy komentarz, wart zdecydowanie specjalnej notki. Temat aborcji już troche nieswieży, ale warto uwiecznić w Artefaktach Myśli Ciasnej(TM) niejaką Basię, która słynie z tego że Pisze. Przedstawiła ona unikatowy, konserwatywny komentarz do kwestii człowieczeństwa zygoty, który poniżej mam przyjemność cytować we fragmencie:

Pojecie dziecka [jeszcze w łonie matki], nie ma nic wspolnego z doktrynami kosciola/papieza. Wystarczy wziac szkielko i oko [usg itp] i zobaczyc. Nie ma czarow marow - nauka i doswiadczenie i nie ma znaczenia czy sie jest ateista czy chrzescijaninem.

Komentarz ten doczekał się szybko stosownej riposty z palców niejakiego(ej) send_me:

Basiu, weźże więc to szkiełko, oko i USG i popatrz wreszcie zamiast tipsy na klawiaturce ścierać.
I do nauki.
A doświadczenie przy odpowiedniej ilości włożonego w naukę wysiłku napewno przyjdzie.

Oczywiście takie wezwanie do nauki jest rzeczą bardzo szlachetną, szczególnie tam gdzie jej zdobycia wymaga płeć piękna, otipsiona. Wychodząc jednak z założenia, że skoro Basia już Pisze, to zapewne wie o czym (mam taką nadzieję!), powstrzymam się od przedstawiania niezbędnego zakresu wiedzy jaka potrzebna jest tu do ogarnięcia. Przejdę odrazu do egzaminu wstępnego, w formie dwóch bardzo prostych pytań. Pytania są nie tylko dla Basi, zachęcam do spontanicznych wypowiedzi.

Pytanie 1. Proszę z wybranych embrionów kręgowców, wybrać embrion przyszłego konserwatysty. Można stosować metodę naukową oraz tzw. szkiełko. Nie zapomnieć o oku. Białe kozaczki zbędne.

+ 2 pkt jeśli poprawnie dobierze się także pozostałe zwierzęta.

Zarodki konserwatyzmu.

Pytanie 2: Na poniższym obrazku widzimy jednomiesięczy embrion gen. Franco. Wskaż generała Franco.

Konserwatysta w zarodku. Nie pomylić z pęcherzem.

wtorek, 10 kwietnia 2007
Biblia: Aborcja nie jest morderstwem

Prawdopodobnie już jutro będziemy wiedzieć wszystko w temacie poprawek antyaborcyjnych. Siły z Torunia chyba mocno osłabły, zapowiada się bowiem, że jednak nic z tego wszystkiego nie wyniknie.

Kilka dni temu Astromaria wykopała moją starą notkę w tym temacie, i chyba warto byłoby ten tekst tutaj przypomnieć, z uwagi na kończącą się już dyskusję aborcyjną.

Biblia NIGDZIE nie utożsamia aborcji z morderstwem, i nigdzie nie nazywa płodu ludzkiego człowiekiem. Mało tego, nawet nie nadaje embrionowi statusu pełnego życia ludzkiego. Stary Testament wyraźnie wprowadza rozgranicznie pomiędzy życiem matki i płodu, co powinno być sugestią dla osób wierzących, że stawianie tam znaku równości jest błędem.

Warto sobie uświadomić skale tzw. "spinu" z jakim mamy do czynienia w chwili gdy monopole ideologiczne używają Biblii do forsowania swoich prawd.

Reszta tu.

czwartek, 29 marca 2007
Czyżby uwiąd?

Marsze marsze i po marszach. Do Warszawy przyjechało o dziwo tylko 4000 osób w celu zamanifestowania cywilizacji życia napoczętego. To zdecydowanie mniej niż wszyscy się spodziewali, czyżby następował już długooczekiwany uwiąd sił medialnych ojca Rydzyka?

Jeśli tak, to dobrze, bo jest to oznaka, że wcale tak wiele oszłomstwa w tej kwestii w Polsce nie ma, jak by się mogło wydawać. Być może zadziałała tutaj nieubłagana demografia, słuchacze RM są co raz starsi. Nic dziwnego, że o. Rydzyk obserwując swoje topniejące szeregi ma wrażenie, że naród wymiera.

Wciąż nie wiadomo jak do zmian w konstytucji podejdzie PO, może po tak wątłej manifestacji siły dokonanej przez RM, niektórzy posłowie zbiorą się na odwagę i przynajmniej wstrzymają się od głosowania?

Z tego co mówił dziś Marek Jurek, to już samo głosowanie poprawki będzie wymagało 2/3 głosów, w takim wypadku zmiana konstytucji będzie tylko formalnością.

Czy 4000 oszołomów przekona 307 posłów? Wkrótce się dowiemy.

 
1 , 2 , 3 , 4