Uenifeu: zwierzę wirtualne. Należy do rodziny przeżuwaczy. Łagodny i przyjazny, przymuszony durnotą: warczy. Żywi się tym co centrolewe i ciekawe. Pisze gdy jest najedzony i syty informacji. Motto: Zwalczam memy. Przekaż dalej!
O autorze
czwartek, 04 czerwca 2009
Kawałek muzomiodny

Mieszanka nie jest prosta ale miodna. Bierzemy Hansa Zimmermana, posypujemy Lisą Gerrard a do tego doprawiamy Mrocznym Rycerze.

Po niemiecku.

Ciary, here I come....das bin Ich. Ja! Ein Dunkel Ritter!

Bajeczka jak każda inna, ale film zrobił na mnie niesamowite wrażenie, tymbardziej, że oglądany w HD. Joker jest absolutnie przerażający, jedna z najlepszych ról jakie widziałem osatnio. Ledger wzbudza autentyczny strach przed kimś kto jest tak głęboko skrzywiony i szalony, że absolutnie nie da się z nim negocjować ani niczego zaplanować. Facet to chodząca entropia.

piątek, 10 kwietnia 2009
Życzenia Wielkanocne!
Skromne, ale jakże dosadne:

Tu.


:)
wtorek, 25 listopada 2008
Świątecznych ozdób już czas!

Communist pig

Dziś będzie polityczna maskotka, z przeznaczeniem na eksport:

Salt Dough Projects for Kids of All Ages
Simple Craft Dough Recipe for Many Home Decor Items


Exhibit 1: "The Communist Pig"

Readers familiar with Gorge Orwell's "Animal Farm" will be quick to realize the familiarity of that salt dough model. It depicts The Communist Pig, notable for it's norotious 50's glasses and an out fashioned yet distinctive tie. You can notice a slight tilt of The Pig to the left-hand side, probably due to it's lack of moral backbone of any kind.
The Communist Pig model is ideal as additional Christmas Decor for Reagan Worshipers, McCarthy Followers as well as ordinary right-wing leaning folk.

Surprise your angel-hanging, carol-signing family with a unique christmas decor of your own, and help to instill the correct world view in your kids' little hearts and minds! Order Today: 2,99$ (You save nothing! Only Jesus saves).

środa, 28 maja 2008
Milczący Świadek

Dziś jak zwykle przybyłem na Moje Miejsce o ustalonej przedpołudniowej porze. Ulice też wyglądały jak zwykle: spokojne i zapchane po brzegi. Wszystkie ciasno upakowane, jeden stoi koło drugiego. Nawet miejsca explicite zaznaczone jako karane śmiercią w razie postoju błyszczały blaskami szyb i karoserii. Dzień jak co dzień.

Kiedy przejeżdżałem z drugiego końca ulicy (jest jednokierunkowa, więc trzeba się zawinąć dwa razy by na nią wjechać) kątem oka zauważyłem Ich. "Aha! Dziś żerują." - pomyślałem. Wykonałem dwa skręty w prawo i powoli wysunąłem się zza rogu. Nacisnąłem hamulec i przystanąłem tak że przede mną roztaczał się widok na całą długą ulicę.

Zebra dostała mandat.
Ta zebra właśnie dostała mandat.


Byli tam. Żerowali niczym stado lwów nad zwłokami kilku upolowanych antylop. "Biedni nieszczęśnicy" - pomyślałem - "przyjechali rano tak jak każdego dnia, z nadzieją że i tym razem się uda". Każdego ranka ta ulica wygląda tak spokojnie, zachęcająco i bezpiecznie, że każdy lokuje się gdzie chce. Nikt nie myśli o tym że za 2-3 godziny będzie się tutaj odbywał neonowy holocaust. Puste ulice kusza miejscami do parkowania, w stresie porannego dojazdu mało kto ma siłę takiej pokusie się oprzeć. Szybka gratyfikacja jak zawsze wygrywa z racjonalnym szacowaniem ryzyka...

Warto zjawiać się w godzinach innych niż wszyscy, dlatego że wtedy o wiele więcej widać. Oni też czekają aż wszyscy się ustawią, nie spieszy im się. Ale kiedy nie płyniesz ze stadem, rzadziej wpadasz w sieci. Choć nie każdy ma taką możliwość jak ja, by być tutaj akurat w tym momencie i to oglądać.

Stałem tak przez chwilę i w ciszy obserwowałem smutny widok. Dziś było ich więcej niż poprzednim razem. Urządzili sobie prawdziwą fiestę, zlecieli się całą hordą na zupełnie bezbronne stadko wozów po to by teraz z szałem w oczach rozszarpywać kolejne ofiary.

Ulica roiła się od panów w żółto-oczo-jebnych wdziankach. Pojedynczo lub grupkami, po kolei obrabiali każdy samochód pozostawiony na pastwę losu. Jeden zwykle robił fotografie, które miały być ewentualnym dowodem w sądzie, a drugi zakładał żółtą blokadę na koło.

Ale najgorsze były lawety. Dzisiaj przybyły aż trzy. Bezlitośnie wydzierały pojedyncze samochody z równego rządka zaparkowanych maszyn. Puste szczerby kojarzyły mi się z uśmiechem kogoś o niepełnym uzębieniu. Wszyscy uwijali się bardzo sprawnie, z morderczą dokładnością eliminowali kolejne ofiary.

Odczekałem jeszcze chwilkę, po czym spokojnie postawiłem samochód na swoim ulubionym miejscu. Jest wyjątkowe, bo każdy myśli że jest wybitnie niedozwolone, ale jakoś nigdy jeszcze nie miałem tam problemów. Mam takich miejsc ze 2-3 w tym rejonie, jakimś cudem zawsze któreś z nich jest wolne. Zamknąłem samochód i spokojnie odszedłem w druga stronę.

Obejrzałem się jeszcze za siebie, kontemplując smutny widok rozszalałych Strażników Miejskich. Jutro znów będzie tutaj cicho, tłoczno i spokojnie. Setki niczego niespodziewających się kierowców będą tutaj parkować i przechowywać swoje drogocenne 10-letnie wozy. Znów minie kilka dni spokoju, i przyjdzie czas na kolejną łapankę.

Równowaga w naturze musi być. Ale póki co natura naturą, ale ja upolować się nie dam.

 
1 , 2